WHO podniosła alarm.
Ebola Bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie. SEHA to stan nadzwyczajny dotyczący zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
To jest najwyższy poziom. Najpoważniejsza rzecz. Decyzję podjęli w ciągu dwóch dni. Zaledwie 48 godzin po potwierdzeniu wybuchu epidemii. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Nigdy w historii nie rządziły się zasadami ustalonymi jeszcze w 2007 roku. Od 2005 roku było tylko dziewięć takich alarmów: pandemia H1N1, polio, dwie poprzednie fale wirusa Ebola, Zika, globalna pandemia, ospa prawdziwa. Dwa razy. A teraz to jest to.
Wróćmy myślami do roku 2014. Afryka Zachodnia. Czekali osiem miesięcy. Od pierwszego przypadku w Gwinei do sierpnia. Do tego czasu zachorowały tysiące. Zginęło prawie tysiąc. Nazwaliśmy to zbyt późną reakcją. W 2018 też. Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga. Nie ogłosili stanu nadzwyczajnego, dopóki wirus nie dotarł do Gomy. Prawie rok rozlewu krwi przed podniesieniem flagi alarmowej.
A tym razem?
Natychmiast.
Jaki jest powód takiego pośpiechu?
Laboratoria krzyczały. 8 z 13 próbek dało wynik pozytywny. Wysoki wskaźnik wyniku dodatniego oznacza, że infekcja jest już szeroko rozpowszechniona i czai się w populacji. Pracownicy służby zdrowia zginęli. Cztery potwierdzone zgony wśród osób w mundurach. Co gorsza: sprawy nie są ze sobą powiązane. Nie ma jasnego łańcucha transmisji. Jest to transmisja społeczna, która nie została jeszcze wyśledzona za pomocą śledzenia kontaktów. Duchy w danych.
A potem wirus skoczył.
Kinszasa. 17 milionów ludzi. Jeden potwierdzony przypadek 16 maja.
Kampala, Uganda. Dwa przypadki 15 i 16. Jeden zmarł.
Stolice. Powiązany. Pełen życia.
W Bundibugyo nie ma szczepionki przeciwko wirusowi Ebola. Nie ma specjalnych terapii. Jest tylko choroba. Gorączka krwotoczna. Wysoka śmiertelność. Jest w Ituri. Strefy konfliktu. Nieudokumentowane drogi transmisji. Poruszanie się po najbardziej połączonych węzłach komunikacyjnych Afryki Środkowej. Komitet nadzwyczajny zbiera się teraz, aby przedstawić formalne zalecenia. Ale strach został już wyeksportowany.
„To połączenie czynników spowodowało tę decyzję.”
Co właściwie zmienia ten status?
Z prawnego punktu widzenia jest to dźwignia. Sygnalizuje ryzyko międzynarodowe zgodnie z przepisami. Umożliwia WHO dyktowanie zasad przemieszczania się i handlu oraz wzmacnianie nadzoru epidemiologicznego. Otwiera dostęp do finansowania. Uwaga polityczna podąża za pieniędzmi. O to właśnie chodzi.
Ale oto brutalna prawda.
SEZG nie gotuje szczepionki z powietrza. Narzędzia potrzebne w prowincji Ituri to te same nudne i wypróbowane rzeczy, co wcześniej:
– Śledzenie kontaktów (wyszukiwanie kontaktów).
– Kontrola infekcji.
– Specjalistyczne ośrodki leczenia wirusa Ebola.
– Bezpieczne pochówki.
Nie rozwiązuje to problemów bezpieczeństwa w Mongwal. To nie oczyszcza Rwampary ani Buni. To zwiększa znaczenie. To zwraca uwagę.
Czy przyspieszy to pojawienie się wojsk i namiotów na ziemi?
Trudno powiedzieć. WHO oczywiście pamięta wstyd z 2014 roku. Nie czekają. Jednak tempo w centrali rzadko odpowiada rzeczywistości na linii frontu. Biurokracja na szczycie wpadła w sprint. Co z wirusem na ulicach?
On ciągle się porusza.


























